KOŚCIÓŁ BEZ KOMPLEKSÓW

Nasza znajomość Kościoła oparta jest najczęściej na doświadczeniu w czasie sprawowania liturgii, przyjmowaniu sakramentów lub spotkaniu z księdzem w kancelarii parafialnej. Jednym słowem dostrzegamy najczęściej to, co nazywamy widzialnym obliczem Kościoła. Ludzie niewierzący, stojący poza Kościołem lub jemu wrodzy, nie mają nawet i takiego rozeznania. Ich źródłem informacji o Kościele są bowiem przypadkowe obserwacje, rzadko głębsza analiza problemu, przede wszystkim jednak przekazy medialne. A te rozpowszechniają o Kościele informacje ogólnikowe, raczej sensacyjne i wybiórcze.

Jest faktem, że Kościół jawi się nam jako pełen paradoksów. Tworzą go bowiem ludzie, a ci raz kochają, innym razem nienawidzą. Dlatego też i w Kościele z jednej strony dostrzegamy grzech, z drugiej zaś dobro. Nie nam osądzać czego jest więcej. Tak bowiem zło, jak i dobro drążą świat niewidzialnymi czasem kanałami.

Kościół nie przymyka oczu na zło. Walka z grzechem należy przecież do jego podstawowej misji. W historii Kościoła spotykamy rzecz jasna jego winy i to w rozmaitych formach. Nie należy jednak zapominać, iż chrześcijaństwo, szczególnie w historii Europy, spełniło rolę nowego światła, było motorem postępu. Dzięki chrześcijaństwu na przykład kobieta uzyskała prawa, zniesiono niewolnictwo, rozwinęła się nauka i kultura. Zasługą chrześcijaństwa jest rozwój szkolnictwa i szpitalnictwa. Czymże byłaby dziś Europa bez św. Benedykta, św. Franciszka z Asyżu czy św. Wincentego a Paulo? Czym byłaby dziś nauka i kultura bez kanonika Mikołaja Kopernika, biskupa Wincentego Kadłubka, Jana Długosza czy ks. Stanisława Staszica? Tysiące wielkich chrześcijan, uczonych świętych i nieogłoszonych świętymi niosło i niesie światło wiary, ale jednocześnie światło postępu, z którego korzystają dziś wszyscy, także niewierzący. Tak więc nieprawdziwe i niesprawiedliwe są tu słowa mówiące o rzekomo negatywnej roli światopoglądu religijnego w historii, jakoby wiara była przeszkodą na drodze do pełnej racjonalizacji umysłu ludzkiego.

Oczywiście nie możemy zapomnieć także o ciemnych kartach historii Kościoła. Uznajemy, że z jego powodu cierpiał Galileusz, że była inkwizycja, itp. Wciąż aktualne są tu słowa św. Augustyna: "Z powodu ignorancji i słabości swoich członków cały Kościół może mówić codziennie: Przebacz nam nasze winy". Obarczamy bowiem winą tego lub owego, nie zdając sobie sprawy z tego, że to ja mogę być uschłym szczepem winnym oraz schorzałym członkiem ciała bez względu na to, czy jestem księdzem czy wiernym świeckim. Kościół zawiera bowiem ziarno i kąkol. Rzecz w tym, by przez swoją małą świętość wzbogacać świętość ludzkiego oblicza Kościoła, by stawała się ona bardziej widoczna w miłości i prawdzie. "Im bardziej człowiek będzie człowiekiem tym bardziej Bóg będzie Bogiem" (Marie-Dominique Chenu OP). Zasadą i przyczyną tej świętości Kościoła jest jego niewidzialne oblicze. To ono nadaje Kościołowi szczególną moc. Moralna siła Kościoła wynika z tego, że jest on silnie złączony z Chrystusem - Głową Kościoła. "Kościół jest nadal żyjącym Chrystusem" (Benedykt XVI). Tworzy z Nim Mistyczne Ciało, a dzięki zesłaniu Ducha Świętego została w Kościele wszczepiona nieskazitelna świętość. Dlatego stanowi on odradzający się ciągle organizm, żywy organizm. "Kościół jest przybytkiem umysłów wszechstronnych i niezależnych, które bronią się przed wszelkim konformizmem. Jest domem składającym się z wielu domów" - napisał wybitny filozof francuski Jean Guitton.

Kościół jest i musi pozostać znakiem sprzeciwu wobec rozmaitych roszczeń człowieka i społeczeństwa, także w naszych warunkach demokratycznych. W naszej polskiej rzeczywistości Kościół jest traktowany przez niektóre środowiska jako siła ciemna i wsteczna. Jest według nich ciemny i wsteczny, gdy sprzeciwia się aborcji i zapłodnieniu in vitro, podobnie, gdy sprzeciwia się związkom cywilnym osób tej samej płci. Jest ciemny i wsteczny nawet wtedy, gdy przywołuje swoich kapłanów do posłuszeństwa. Kościół, choć coraz bardziej podmywany jest strumieniami nowoczesności nie może prawdy owijać w bawełnę, tylko dlatego, że niektórzy pragną Kościoła "fajnego", nie zaś wymagającego.

"Kościół umocniony Duchem Świętym, wierny Ewangelii, nie ma kompleksów wobec świata. To świat miewa niekiedy kompleksy wobec Kościoła i niesionych przez Niego prawd, dlatego nieraz tak głośno Kościołowi ubliża" - mawiał kardynał Józef Glemp.

Celem Kościoła nie jest wspólnotowe zarządzanie własnymi wartościami i dobrami w sposób, w jaki starają się to czynić instytucje państwowe czy społeczne. W Kościele chodzi o wiele bardziej o prawdę Ewangelii. Kościół ma być ciągle żywym dynamizmem Ewangelii.

Ks. Jarosław Grabowski
Doktor nauk teologicznych, wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej.



Parafia Św. Apostołów Piotra i Pawła w Zawadzie     |     Copyright 2014     |    Design: serdelskiflash.pl