NADZIEJA JAK ŁAŃCUCH Z NIEBA

Słyszymy często stwierdzenia typu: "nadzieja jest matką głupich" lub "nadzieja umiera ostatnia"... Dla jednych nadzieja umiera wraz ze śmiercią i ogranicza się jedynie do życia ziemskiego, nakazując rozumne rozkoszowanie się teraźniejszością, chwilą obecną. Dla innych zaś nadzieja jest żywa, wciąż obecna, pobudza ich do wiary w ponadczasowy sens działania, jest źródłem radości, nadaje sens cierpieniu.
I choć tak, na co dzień nie życzymy sobie... nadziei, bo przecież zdrowie jest najważniejsze, to jednak nasze życie jest nieustanną nadzieją. Jak trafnie stwierdził satyryk Władysław Grzeszczyk: "Nadzieja nie ma końca, choć rwie się bez przerwy". Życie bez nadziei jest beznadziejne. Przyznał się do tego ostatnio Woody Allen, amerykański reżyser i scenarzysta, który wyznał szczerze: "Jestem ścisłym ateistą i moje życie jest beznadziejne".
O nadzieję trzeba się starać i zabiegać, podtrzymywać ją i pielęgnować. Nie pojawia się ona bowiem nagle i raz na zawsze. Wymaga pracy i wysiłku. Tak jak wciąż zabiegamy o większą miłość, o coraz głębszą wiarę, tak samo musimy w nas umacniać nadzieję, by łatwiej w niej wytrwać, kiedy przyjdą chwile trudne. Św. Bonawentura (XIII w.) porównał chrześcijańską nadzieję do lotu ptaka, który chce oderwać się od ziemi i wzbić w powietrze. Siła grawitacji ciągnie jednak ptaka ku ziemi. Dlatego musi on włożyć wiele wysiłku, by rozpostrzeć skrzydła i pofrunąć. Nadzieja jest takim właśnie lotem, przy którym niezbędny jest wysiłek człowieka. "Kto wierzy musi unieść swoje czoło, by skierować myśli ku górze, musi wznieść swoje oczy, by być świadomym wszystkich wymiarów rzeczywistości. Musi także swoimi rękami włączyć się do pracy".
Nadzieja to mocny łańcuch zwisający z nieba. Gdy przestaniesz się go trzymać natychmiast spadniesz i zginiesz w jakimś grzechu... Nadzieja chrześcijańska płynie z tej pewności, że Bóg zawsze dotrzymuje słowa i nigdy ostatecznie nie zawodzi. Słowa Pisma Świętego pomagają nam na nowo odkryć i umocnić nadzieję, która być może do tej pory leżała przywalona warstwą lęku. Biblia stale zachęca nas, abyśmy trwali w nadziei (por. Hbr 10,23), w Bogu ją pokładali (por. 1 Tm 4,10). Mędrzec Kohelet powiada: "Wszyscy żyjący mogą jeszcze mieć nadzieję" (Koh 9,4). W Liście do Rzymian czytamy: "W nadziei już zostaliśmy zbawieni" (Rz 8,24). Nadzieja chroni przed zwątpieniem i egoizmem. Nadzieja to coś więcej niż optymizm. Pomaga pogodzić się z tym, czego nie można zmienić i daje odwagę, by zmieniać to, co zmienić można. Jest ufnym oczekiwaniem... Nadzieją chrześcijanina jest sam Jezus.
W nauczaniu Chrystusa odnajdujemy wyraźny zwrot ku nadziei wykraczającej poza wymiar materialny. Z krzyża płyną dla nas słowa nadziei: "dziś ze mną będziesz w raju...", "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią...". Na krzyżu spotykają się niejako dwa światy, dwa życia. To pierwsze, tu na ziemi, gdzie istotnie wraz z nim umiera nadzieja. I to drugie, w którym nadzieja pokonuje śmierć. Chrystus jest gwarantem nadziei naszego spotkania z Nim i życia w niebie. Świat bez Boga jest światem bez nadziei. Bóg jest fundamentem nadziei, nie jakikolwiek bóg, ale ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas aż do końca. Materialistyczne bożki nie gwarantują nadziei. Nie gwarantuje jej iluzoryczny ziemski raj. Nadzieja nie jest matką głupich, ale matką mądrych i wierzących, nadzieja jest mądrością... Może być jednak źle pojmowana. Może być traktowana w sposób lekki i banalny, jako rodzaj taniego optymizmu. Ks. prof. Józef Tischner mawiał: "Kiedy człowiek ma nadzieję powstaje droga, kiedy człowiek traci nadzieję, wtedy ziemia pod nogami zamienia się w grób".

Ks. Jarosław Grabowski
Doktor nauk teologicznych, wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej.



Parafia Św. Apostołów Piotra i Pawła w Zawadzie     |     Copyright 2014-2017     |    Design: serdelskiflash.pl