
Otrzymaliśmy kilka listów od parafian z Wielkiej Brytanii, którzy spotkali na swojej drodze śp. księdza Dariusza Mazura. Na ich prośbę i prośbę księdza Ryszarda pragniemy się nimi podzielić.
DOMOWY KOŚCIÓŁ
Drogi Księże Dariuszu, dziękujemy bardzo za te wspólne 10 lat razem w Kręgu Domowego Kościoła. Nie tylko zarządzałeś parafią, ale wchodziłeś w nasze domy, w nasze małżeńskie i rodzinne historie. Dziękujemy Ci za każdą Eucharystię sprawowaną w naszych intencjach i za godziny spędzone w konfesjonale. Prosimy Cię tam, w Domu Ojca, o modlitwę za nasze rodziny, za nasz krąg i za całą gałąź rodzinną. A my obiecujemy pamiętać o Tobie w naszych modlitwach. Nie mówimy „żegnaj”, ale „do zobaczenia w wieczności” przy wspólnym ołtarzu Pana.
PARAFIANKA
Życie na emigracji nie rozpieszcza. Czasami jest ciężko z dala od rodziny. Każdy szuka pocieszenia. I tak bywało i w naszym przypadku. Czyli ludzi z różnych zakątków Polski, zebranych w jedną Personalną Polską Parafie Pw. NMP Częstochowskiej zrzeszonej w Polskiej Misji Katolickiej w Wielkiej Brytanii. Oczywiście pocieszenie łatwo znaleźć wśród ludzi wierzących, czyli w kościele. Byli tacy którzy liczyli na duże ustępstwa, obejścia formalne i tu pojawia się ks. Darek. Nie odpuścił nikomu i nikomu nie pozwolił na choćby najmniejszą ulgę, jeśli chodzi o Eucharystie, śpiew czy przygotowanie do sakramentów. Był niesamowicie skrupulatny w tych sprawach. Nie wszystkim sie to oczywiście podobało, ale Ci co przyszli, by służyć i oddać się całkowicie Bogu zostali i służą do dziś. Ogromny wpływ na postrzeganie ważnych kontekstów mszy świętej miał ks. Darek Nie da się zapomnieć „walki” na ustępstwa, w odniesieniu co do oprawy muzycznej niedzielnych Mszy czy innych uroczystości. Był bardzo surowy i stanowczy w tych sprawach. Największą nagrodą dla nas śpiewających i grających było to, że nie zwrócił nam uwagi, że coś było nie tak. Oczywiście wyszło nam to tylko ma dobre, bo doskonale wiemy co i kiedy wypada zaśpiewać, zagrać. Klaskanie podczas liturgii było absolutnie nie akceptowalne!!! Czasami ryzykowaliśmy podczas śpiewu z dziećmi na uwielbienie i właśnie tego wzroku z prezbiterium nie zapomnę do końca życia…
PARAFIANKA
Jego kazania były bardzo konkretne, treściwe, wartościowe i krótkie. Na pytanie, dlaczego nie mówi dłużej odpowiedział, że są naukowe badania, że ludzie skupiają uwagę tylko przez około 7 min. Więc nie ma sensu, bym mówił dłużej, bo i tak nikt nie będzie pamiętał końca.
RODZINA Z PARAFII GLOUCESTER
Był kapłanem głęboko wierzącym, skromnym, cichym i pokornym, człowiekiem raczej zamkniętym w sobie, introwertycznym, który nie szukał rozgłosu ani nie stawiał siebie w centrum. Wierzył w świętych obcowanie, a szczególnie bliski był mu św. Józef. Polecał nas Jego opiece. Miał świadomość ułomności człowieka — swojej i innych — dlatego często mówił i polecał siebie i nas Bożemu miłosierdziu. Mszę Świętą odprawiał z wielką gorliwością, powagą i szacunkiem. Było widać, że Eucharystia była dla niego czymś naprawdę świętym i ważnym. Pozostanie w naszej pamięci jako kapłan głęboko wierzący, powściągliwy w swoich prywatnych wypowiedziach, cichy i pokorny który swoje życie i nas powierzał Miłosierdziu Bożemu oraz opiece św. Józefa.
PARAFIANIN
Długo się zastanawiałem, bo wiele mam wspomnień, wiele wspólnych doświadczeń, chwil…, ale zdecydowałem napisać o jednym…
…o tym, że to śp. ks. Dariusz, to jego osoba przyczyniła się, że, dziś służę przy ołtarzu, że służę naszej Wspólnocie i na chwałę Matki Kościoła…
…to była pierwsza kolęda, kiedy nas odwiedził ks. Dariusz i podczas rozmowy powiedziałem że służyłem w Polsce przy ołtarzu, najpierw jako ministrant zaraz po I Komunii Św. a potem jako lektor i ksiądz Dariusz zapytał mnie wtedy czy nie chciałbym wrócić ponownie do służby i być przy ołtarzu…po chwili zastanowienia odpowiedziałem niech ksiądz da mi rok, bo mam malutkie dzieci i przyjdę… i tak jak powiedziałem rok później stanąłem u boku ks. Dariusza aby służyć tej właśnie Parafii i Kościołowi Świętemu…
PARAFIANKA
Księże Dariuszu dziękujemy za Twoją posługę i wspólne lata spędzone na emigracji. Dałeś nam piękną lekcje dbania o Kościół i o siebie nawzajem. Zapamiętam Cię jako osobę zdecydowaną i konkretną. Nie musiało być łatwo, ale musiało być dobrze. Nie uznawałeś dróg na skróty. Nauczyłeś, że mamy mieć tak za tak – nie za nie, Bez światło-cienia… Udowadniałeś, że jeśli człowiek ma dobrze obrany jasny cel, sumiennie wypełnia obowiązki, trzyma się Przykazań, reguł oraz tradycji kościoła to wszystko staje się jaśniejsze. Czarno-białe. Wyraźne. Nie zgadzałeś się na rzeczy błahe. Klaskanie w piosenkach – tylko po Mszy Świętej. Często słyszeliśmy nie. Ale było ono bardzo potrzebne. Ukształtowało nas i dało siłę. Byłeś fundamentem, żyzną ziemią, która wydała plon obfity. Nauczyłeś nas pokory wobec Majestatu Najwyższego. Wskazywałeś co jest najważniejsze w kościele i podczas Mszy Świętej. Centrum naszej emigracyjnej wiary był kościół, Eucharystia i ołtarz – serce wszystkiego. Jednoczyłeś nas w tak ważnych (historycznie i kulturowo) sytuacjach – dożynki parafialne, spotkanie ze Świętym Mikołajem, Bal Wszystkich Świętych, konkurs na palmy wielkanocne, tradycyjne celebrowanie Bożego Ciała – nie tak proste do zorganizowania poza granicami Polski. Powtarzałeś o potrzebie modlitwy za kapłanów i to pragniemy Ci Księże ofiarować – dar modlitwy. Tęskniliśmy, kiedy wróciłeś do Polski i będziemy tęsknić każdego dnia. Wyjechałeś zaledwie rok temu. A już teraz ruszyłeś w drogę do Pana. Wyprzedziłeś nas Księże w tej wędrówce, ale wierzymy głęboko, że kiedy przyjdzie czas to spotkamy się przed obliczem Najwyższego.
Ilustracja wygenerowana przy użyciu AI